Karzeł i kobieta

Karzeł i kobieta

Wszyscy znamy ten marynarski przesąd – kobieta na pokładzie przynosi nieszczęście. Nie tylko dla samego statku, ale i dla całej jego, męskiej i bezbronnej załogi. Dlatego kobieta była „diabelskim balastem” a marynarze dwoili się i troili, by jej obecność na statku w jakiś sposób ukryć. Potrafili oni nawet skrobać jej ślady z pokładu, tak by i sam zły nie dowiedział się, że ona tu jest.

Dlaczego w ogóle myślano w ten sposób? Żeglarze byli przekonani, że to statek będzie zazdrosny o to, że kobieta jest na jego pokładzie. Dlatego mógłby on okazać swój gniew, powodując nieszczęście. Z kolei, jeżeli chodzi o karła, przekonania były nieco inne. Karzeł miał nawet imię – nazywał się Klabautermann. Na pokładzie statku pojawiał się tylko wówczas, gdy groziło mu realne niebezpieczeństwo.

Jeżeli niebezpieczeństwo wzbierało na sile, karzeł wdrapywał się na jeden z masztów i czekał. Dopóki widzimy karła – dopóty jest dobrze. Jeżeli jednakże zniknie to możemy spodziewać się najgorszego – a przynajmniej tak właśnie myśleli żeglarze z dawnych lat.